| Gdy patrzy się na poprzewracane fragmenty monolitycznej niegdyś platformy o masie ponad 1000 ton - staje się oczywiste, że nie uczyniły tego ręce człowieka.
Zagadnienie tzw. paleokontaktów - historycznych i prehistorycznych wizyt na naszym globie przedstawicieli wyżej rozwiniętych cywilizacji pozaziemskich nie od dziś przykuwa uwagę badaczy zagadek przeszłości. W dotychczasowej literaturze opisano wiele rozproszonych na naszej planecie miejsc, które w mniejszym lub większym stopniu wskazują, że do takich wizyt niegdyś doszło.
Bodaj najbardziej obfituje w nie Ameryka Południowa - kontynent z racji wielu wizyt na nim dobrze mi już znany. Są tu ślady wyjątkowo spektakularne, takie jak na przykład "pasy startowe" w Nazca, kolumbijskie modele "samolotów odrzutowych" kultury San Agustin, przedstawiające latających "bogów", ryty naskalne z zagubionego na pustyni Toro Muerto, czy słynne prehistoryczne miasto Tiahuanaco, które rzuciło tak wiele światła chociażby na kwestię pochodzenia cywilizacji amerykańskich.
Tiahuanacu (Tiahuanaco lub Tiwanaku) zostało okrzyknięte "Baalbekiem Nowego Świata". To prehistoryczne zrujnowane miasto o portowym charakterze (Posnansky, 1945) leży w boliwijskich Andach w odległości 22 krn od jeziora Titicaca na wysokości przeszło 4000 metrów n.p.m. Po co ktoś miałby budować morski port 4 kilometry nad poziomem morza? Jest kilka teorii na ten temat i jedną z nich zajmiemy się tutaj dokładniej.
Tereny portowe Tiahuanacu (niegdyś traktowane jako odrębne ruiny) noszą nazwę Puma Punku (Port Pumy). Na całym tym obszarze, w pobliżu śladów dawnej linii brzegowej, widać porozrzucane niczym zapałki potężne kamienne bloki. Ich ciężar waha się od 100 do 150 ton, zaś waga jednej z brył szacowana jest nawet na 450 ton! Geolodzy ustalili, że część tych bloków pochodzi z kamieniołomów oddalonych o 300 krn (Hemming, 1979). Nasuwa się oczywiście pytanie, w jaki sposób wykuto te bloki bez użycia metalowych narzędzi, jak przetransportowano je na plac budowy i, wreszcie, jak wbudowano je w portowe nabrzeże. Jeszcze większe zdumienie budzi siła, która rozrzuciła je w wielkim nieładzie po całej okolicy. Czy kryje się za tym jakiś geologiczny kataklizm?
Przejdźmy do ceremonialnego centrum miasta, gdzie stoją piramidy, świątynie, kamienne bóstwa, a także dziesięciotonowa Puerto dcl Sol (Brama Słońca). Ten ogromny monolit, pęknięty pośrodku, w chwili odkrycia był niemal całkowicie pogrążony w zaschniętym mule. Wykuty z jednego bloku andezytu ma ponad 3,3 metra wysokości i 4 metry szerokości (Mason, 1968). Jego górną część zdobią piękne rzeźby o zawiłym rysunku. Pełno tam różnych symboli, kondorów, toxodonów i słoni. W centralnej części widzimy postać człowieka interpretowaną jako Bóg Słońca, Wirakocza, bądź też "Płaczący Bóg" (gdyż na obu jego policzkach widać coś, co przypomina łzy). W obu dłoniach trzyma stylizowane berła, z których jedno może przedstawiać błyskawice. Po bokach centralnej postaci występują niedokończone wizerunki ptaków, co skłoniło niektórych badaczy (Mason, 1968) do wniosku, że coś zmusiło budowniczych do przerwania prac (być może jakaś katastrofa). Brama Słońca znajduje się obecnie w północno- zachodnim zakątku Świątyni Kalasasaya (Bennctt, 1934).
Budowle stojące w centrum to właśnie Świątynia Kalasasaya, Półpodziemna Świątynia, tak zwany "Pałac" i piramida Acapana. Użyte do ich budowy kamienne bloki ważą często blisko 200 ton (Posnansky, 1945). Piramida Acapana jest piramidą schodkową i podobnie jak Wielka Piramida jest usytuowana idealnie względem stron świata. Kiedyś cała była oblicowana gładkimi płytami andezytu, z których do dziś przetrwało zaledwie 10 procent. Swój fatalny stan zawdzięcza rabusiom, którzy wykorzystali jej licówkę jako materiał budowlany przy wznoszeniu La Paz.
Pośrodku Półpodziemnej Swiątyni znajdował się wysoki na 8 metrów monolityczny posąg z czerwonego piaskowca. Dolną część ciała wyrzeźbionej postaci pokrywają rybie łuski, co przywodzi na myśl mezopotamskiego boga Oannesa, który przekazał ludziom swoją wiedzę. O istnieniu tego wielkiego monolitu dowiedziano się dopiero w roku 1934 dzięki wykopaliskom Bcnnetta. Posąg przewieziono następnie do La Paz i ustawiono na miejskim placu (Mason, 1968). Bennett odkopał również o wiele mniejszy, wysoki na 2,3 metra posąg brodatego mężczyzny o dużych, okrągłych oczach, prostym, wąskim nosie i owalnych ustach. Na jego czole wyrzeźbiono błyskawice, zaś wokół głowy trudne do rozpoznania zwierzęta. Ubrany jest w sięgającą do kostek tunikę, której skraj zdobią pumy. Po jego bokach wznoszą się węże, co rodzi skojarzenia z Quetzalcoatlcm z mitologii Tolteków. Konwencjonalna metoda określania wieku Tiahuanacu opiera się na datowaniu węglowym fragmentów ceramiki, małych figurek i szeregu innych zabytków. Oczywistym faktem ignorowanym przez ortodoksyjnych archeologów jest zwyczaj przejmowania przez późniejszych przybyszów (oszołomionych ogromem ruin i często przypisujących im nadprzyrodzone pochodzenie) wzornictwa z ceramiki lub odzieży poprzedników i uznawania go za własne. To oznacza, że łatwo popełnić dużą pomyłkę, traktując różne kultury jako jedną i manipulując wiekiem megalitycznych kamiennych ruin, tak by pasował do młodszych znalezisk. Nic zatem dziwnego, że wobec takich problemów nawet wśród uznanych archeologicznych autorytetów można spotkać się z opinią, że datowanie budowli oraz rzeźb w Tiahuanacu jest "niepewne" (Mason, 1968; Willey, 1971; i inni). Kamiennych ruin nie da się datować metodą węglową. Staje się to możliwe jedynie wtedy, gdy pomiędzy kamienie wznoszonej budowli trafia przypadkiem materiał organiczny, gdyż tylko on może być poddany badaniu tą metodą. Z faktu, że niektórzy "odszczepieńcy" nie odnoszą uzyskanych metodą węglową dat do kamiennych ruin, wcale nie wynika, że ignorują także inne rezultaty wieloletnich prac archeologicznych. Jednak ostrożność w podejściu do dat jest z pewnością wskazana, gdy natrafiamy na wizerunki wymarłych zwierząt z plejstocenu, o czym większość ekspertów nie wspomina ani słowem. Jak bowiem można było wyrzeźbić zwierzę, którego nigdy się nie widziało? Dodatkowo mamy jeszcze do dyspozycji pewne dane geologiczne i archeoastronomiczne, o czym archeolodzy w ogóle nie chcą słyszeć.
Z punktu widzenia przydatności do datowania najważniejsza wydaje się Kalasasaya (Miejsce Pionowych Kamieni). Świątynia ta nie jest usytuowana zgodnie z głównymi kierunkami, lecz została lekko przesunięta na północny zachód. W jej południowo-zachodnim narożniku, naprzeciwko Bramy Słońca, znajduje się wielki posąg zwany "Idolem". Wiedząc, że wiele starożytnych kultur korzystało z wiedzy astronomicznej przy wytyczaniu najważniejszych świątyń, trudno przypuszczać, żeby takie odchylenie było dziełem przypadku. Ta sprawą zainteresował się badający ruiny profesor Arturo Posnansky (Hancock, 1995). Oś Ziemi jest nachylona pod pewnym kątem do płaszczyzny Układu Słonecznego, który nosi nazwę nachylenia ekliptyki. Dzisiaj wynosi on 23 stopnie i 17 minut, ale nie zawsze tak było. Nachylenie ziemskiej osi oscyluje pomiędzy 22 stopniami i 1 minutą, a 24 stopniami i 5 minutami. Jeden pełny cykl trwa około 41 000 lat. Posnansky poprosił kilku astronomów, aby sprawdzili jego teorię. Po analizach stwierdzili oni, że orientacja Swiątyni Kalasasaya odpowiada nachyleniu osi Ziemi o wartości 23 stopni 8 minut i 48 sekund (Posnansky, 1945). Takie nachylenie wystąpiło około 15000 lat p.n.e.
Ta data tłumaczy obecność wśród rzeźb sylwetek zwierząt, które wyginęły przed 12000 lat. Z uwagi na to, że dzisiejsze Tiahuanacu wznosi się prawie 4 kilometry nad poziomem morza, niektórzy archeolodzy usiłują przekonywać, że zdolne przyjąć setki statków portowe nabrzeża zbudowano w jakimś innym celu.
No i wreszcie, transport 400-tonowych głazów na wielkie odległości mógł być dokonany wyłącznie przez cywilizację (jak dotąd nieznaną), która dysponowała zaawansowanymi technologiami. Nie można wykluczyć, że jakiś ogólnoświatowy kataklizm wypiętrzył w pewnych miejscach góry niemal z dnia na dzień. To mogło sprawić, że morski port zawędrował wysoko w góry, zaś słone jezioro Titicaca, którego linia brzegowa rozciąga się dzisiaj w odległości 18 krn od portu, stanowi wolno wysychającą pozostałość oceanu. Czy ten sam proces geologiczny spowodował zagładę plejstoceńskich gatunków, zakończył epokę lodowcową, zdziesiątkował paleolityczną ludzkość i jakieś 12000 lat temu zatopił Atlantydę?
Puma Punku. Miejscom tym poświęcono wiele publikacji i prac naukowych. Niejako na marginesie pozostaje natomiast ciągle klejnot iście wyjątkowy, nieporównywalny, moim zdaniem, z niczym innym na Ziemi - wymienione w tytule Puma Punku. Widziałem już w swoim życiu wiele "paleoastronautycznych" śladów, jednak Puma Punku zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. W październiku 1997 roku miałem bowiem niecodzienną możliwość odwiedzenia tego miejsca i sporządzenia z niego fotograficznej oraz filmowej dokumentacji (w efekcie powstał m.in. film "Tajemnice Ameryki Południowej").
Faktem wręcz kuriozalnym - w kontekście wyjątkowo słabej znajomości Puma Punku - jest to, że leży ono zaledwie kilkaset metrów od jednego z najsłynniejszych zabytków tego kontynentu -Tiahuanaco. Kwitnąca przed wiekami okolica dziś okazuje się wyjątkowo niegościnna. To step pozbawiony większych wzniesień, okalający południowy skraj jeziora Titicaca. Leży w środkowo - zachodniej części Boliwii - kraju zacofanego niczym Afryka Środkowa i najsłabiej rozwiniętego po Gujanie państwa Ameryki Południowej. Przed przybyciem Hiszpanów kwitły tu potężne imperia o wspaniałej kulturze - Inków, a kilka wieków wcześniej równie imponujące państwo Tiahuanaco-Wah. To właśnie jednym z jego centrów było miasto "bramy słońca", choć bez wątpienia korzenie Tiahuanaco sięgają znacznie głębiej. Puma Punku, pomimo przestrzennej bliskości, jest jednak czymś zupełnie innym, przynajmniej w stosunku do tej części Tiahuanaco, którą można oglądać obecnie. To ostatnie, jakkolwiek stanowi ruiny, jednak, mówiąc w uproszczeniu, "stoi normalnie". Ocalałe ściany budowli wskazują na rozwiniętą sztukę obróbki kamienia i, pomijając dewastację będącą dziełem Hiszpanów, nie są zniszczone (Hiszpanie nie wyobrażali sobie, jak można tylko ludzką ręką wznieść taki kompleks, uznali go więc za dzieło szatana - nie tylko wykorzystywali bloki kamienne do budowy swych obiektów, ale także starali się niszczyć to, czego np. nie byli w stanie unieść). W przypadku widocznej części Tiahuanaco nie widać śladów poważniejszego, a na dobrą sprawę jakiegokolwiek kataklizmu. Puma Punku natomiast (bądź co bądź, duży kompleks) wygląda jakby było odwrócone "do góry nogami" i zmieszane z ziemią - tworzy górę ziemi i obrobionych bloków skalnych. Gdy patrzy się na poprzewracane fragmenty monolitycznej niegdyś platformy o masie ponad 1000 ton - staje się oczywiste, że nie uczyniły tego ręce człowieka. Płynie też z tego taki wniosek, że Puma Punku jest o wiele starsze od Tiahuanaco.
Już pobieżne choćby spojrzenie na którykolwiek z obrobionych bloków kamiennych wskazuje, że jego twórcy dysponowali technologią na znacznie wyższym poziomie niż w przypadku sąsiedniego Tiahuanaco (i tak zdumiewającego sztuką obróbki), która musi zostać bardzo wysoko oceniona nawet według współczesnych standardów. Patrząc na okolicę ulegamy nieodpartemu wrażeniu, że mamy do czynienia z trwającym wiele tysięcy lat rozwojem wstecznym - od zaawansowanej technologii w czasach najbardziej zamierzchłych, poprzez umiarkowanie wysoko rozwiniętą technikę w czasach nam bliższych, aż do nieomal całkowitego współcześnie jej zaniku. Biorąc pod uwagę współczesne osiągnięcia budowlane wiele metod budowy, jakimi posłużono się w przypadku Puma Punku, nie ma odpowiedników nigdzie indziej na świecie. Zastosowano tu seryjną obróbkę bloków (z bardzo twardego andezytu) o precyzji w większości nieosiągalnej nawet dziś. Nie wyobrażam sobie zwłaszcza projektanta, który obecnie zaproponowałby, aby jakiś duży obiekt zbudować z bloków monolitycznych łączonych "na wcisk", bez żadnej zaprawy, za pomocą skomplikowanych wielokątnych wielowpustów, których wszystkie powierzchnie mają być wykonane z dokładnością rzędu setnych części milimetra, przy czym sporządzonym z taką precyzją krawędziom i rogom wypukłym mają odpowiadać równie dokładnie wykonane krawędzie i powierzchnie wklęsłe. Projektant ów musiałby być szalony. Używane obecnie maszyny skrawające z narzędziami obrotowymi nie umożliwiają zresztą wykonania tak "ostrych" krawędzi wklęsłych, zwłaszcza w narożach, nie mówiąc o produkcji seryjnej. Tymczasem w Puma Punku znajdują się całe serie identycznych bloków, przy czym na przykład bloki typu litery "H" mają po około 80 płaszczyzn. Dzisiejszy konstruktor nawet samego ich zaprojektowania nie wyobrażałby sobie zapewne bez użycia komputera.
Są oczywiście i bloki innych typów. Ich większy"wybór" niż na załączonych zdjęciach zaprezentowałem w swoim filmie. Niektóre były łączone w inny sposób. Bloki o szczególnie dużych wymiarach i masie łączono głównie przy użyciu metalowych klamr. W obu z nich wykonywano odpowiednie profile wklęsłe - wyżłobienia, na ogół w kształcie liter "T", po czym wypełniano je płynnym metalem. Po zastygnięciu tworzył on mocne i sztywne połączenie. Podobnie jak w przypadku przedstawionej wcześniej metody, takie połączenie było odporne na naprężenia poprzeczne, to znaczy trzęsienia Ziemi, które, pomimo bardzo dużej wysokości (3840 m n.p.m.), nie są tu niczym niezwykłym (Andy są młodymi górami i cały czas się wypiętrzają).
Oględziny niektórych bloków zdradzają stosowanie jeszcze innej niekonwencjonalnej technologii. W niektórych miejscach można zaobserwować grupy (na ogół rzędy) bardzo precyzyjnie wykonanych otworów. Precyzja ta jest tak duża, że wyklucza zastosowanie obróbki ręcznej. Otwory z reguły mają gładkie i równoległe ścianki i wszystkie z danej grupy charakteryzują się taką samą średnicą o odchyleniach rzędu 0,1 mm, czyli odpowiadają opisowi otworów wykonanych przy użyciu precyzyjnej wiertarki, i to nie ręcznej, gdyż nie umożliwia ona prowadzenia wiertła dokładnie wzdłuż osi. Przykład takiej technologii prezentuje blok prostopadłościenny pokazany na dwóch spośród zamieszczonych zdjęć. Na jednym z jego boków wykonano (wyfrezowano?) precyzyjny rowek o profilu prostokątnym szerokości 4,5 milimetra i długości około 1 metra. W nim, w odstępach około 28 mm, wywiercono szereg otworów o średnicy równej szerokości rowka. Już pobieżne rzucenie oka na ostrą i idealnie prostą, nieuszkodzoną krawędź wyżłobienia czy nawet same, idealnie płaskie, zewnętrzne powierzchnie bloku nie pozostawia wątpliwości co do tego, że zastosowano tu wyjątkowo wyrafinowaną obróbkę maszynową.
Ze strony naukowców "sceptyków" często można usłyszeć, że wszystkie "cuda" prehistorycznej sztuki budowlanej powstawały wyłącznie przy użyciu prostych, kamiennych czy miedzianych narzędzi ręcznych, dostępnych ludom prymitywnym. Takiego przykładowego archeologa proponowałbym przykuć do pierwszego lepszego fragmentu dużej, twardej skały wulkanicznej do czasu aż zamieni się ona w taki blok jak widoczny na zdjęciu. Notabene czekałaby tam na niego pewna dodatkowa niespodzianka: otóż blok na górnej powierzchni posiada otwór, który prowadzi w głąb, płynnie zakręca wewnątrz kamienia i wychodzi z innej strony w postaci lejkowatego wydrążenia o obrysie prostokątnym (widać to przez chwilę na filmie). Raczej trudno wyobrazić sobie, by tego rodzaju otwory czy rowki miały służyć łączeniu poszczególnych bloków - wytrzymałość połączeń byłaby zdecydowanie za mała. Mogły one natomiast z powodzeniem służyć mocowaniu jakichś mechanizmów, instalacji, czy chociażby elementów zdobniczych, chociaż do tej pory niczego takiego nie znaleziono. Z tego względu -jak również dlatego, że bardzo wiele bloków leży luzem - wysoce prawdopodobne staje się przypuszczenie, że Puma Punku zostało zniszczone, zanim prace dobiegły końca. Dodajmy, że legendy indiańskie mówią, iż zniszczenia dokonał bóg Virakocha "śmiercionośnymi promieniami" jeszcze przed potopem. Oponenci teorii kontaktów z cywilizacjami pozaziemskimi często poŹwiadają, że kontaktów takich nie ma, gdyż w przeciwnym razie wszyscy byśmy o nich wiedzieli. Taki argument stanowi swoistą kumulację nieporozumień dotyczących ludzkiego myślenia. Puma Punku jest tego koronnym dowodem.
Igor Witkowski źródło: "Nieznany Świat" Nr 11/1998
Tiahuanacu (Tiahuanaco lub Tiwanaku) zostało okrzyknięte "Baalbekiem Nowego Świata". To prehistoryczne zrujnowane miasto o portowym charakterze (Posnansky, 1945) leży w boliwijskich Andach w odległości 22 krn od jeziora Titicaca na wysokości przeszło 4000 metrów n.p.m. Po co ktoś miałby budować morski port 4 kilometry nad poziomem morza? Jest kilka teorii na ten temat i jedną z nich zajmiemy się tutaj dokładniej. Tereny portowe Tiahuanacu (niegdyś traktowane jako odrębne ruiny) noszą nazwę Puma Punku (Port Pumy). Na całym tym obszarze, w pobliżu śladów dawnej linii brzegowej, widać porozrzucane niczym zapałki potężne kamienne bloki. Ich ciężar waha się od 100 do 150 ton, zaś waga jednej z brył szacowana jest nawet na 450 ton! Geolodzy ustalili, że część tych bloków pochodzi z kamieniołomów oddalonych o 300 krn (Hemming, 1979). Nasuwa się oczywiście pytanie, w jaki sposób wykuto te bloki bez użycia metalowych narzędzi, jak przetransportowano je na plac budowy i, wreszcie, jak wbudowano je w portowe nabrzeże. Jeszcze większe zdumienie budzi siła, która rozrzuciła je w wielkim nieładzie po całej okolicy. Czy kryje się za tym jakiś geologiczny kataklizm? Przejdźmy do ceremonialnego centrum miasta, gdzie stoją piramidy, świątynie, kamienne bóstwa, a także dziesięciotonowa Puerto dcl Sol (Brama Słońca). Ten ogromny monolit, pęknięty pośrodku, w chwili odkrycia był niemal całkowicie pogrążony w zaschniętym mule. Wykuty z jednego bloku andezytu ma ponad 3,3 metra wysokości i 4 metry szerokości (Mason, 1968). Jego górną część zdobią piękne rzeźby o zawiłym rysunku. Pełno tam różnych symboli, kondorów, toxodonów i słoni. W centralnej części widzimy postać człowieka interpretowaną jako Bóg Słońca, Wirakocza, bądź też "Płaczący Bóg" (gdyż na obu jego policzkach widać coś, co przypomina łzy). W obu dłoniach trzyma stylizowane berła, z których jedno może przedstawiać błyskawice. Po bokach centralnej postaci występują niedokończone wizerunki ptaków, co skłoniło niektórych badaczy (Mason, 1968) do wniosku, że coś zmusiło budowniczych do przerwania prac (być może jakaś katastrofa). Brama Słońca znajduje się obecnie w północno- zachodnim zakątku Świątyni Kalasasaya (Bennctt, 1934). Budowle stojące w centrum to właśnie Świątynia Kalasasaya, Półpodziemna Świątynia, tak zwany "Pałac" i piramida Acapana. Użyte do ich budowy kamienne bloki ważą często blisko 200 ton (Posnansky, 1945). Piramida Acapana jest piramidą schodkową i podobnie jak Wielka Piramida jest usytuowana idealnie względem stron świata. Kiedyś cała była oblicowana gładkimi płytami andezytu, z których do dziś przetrwało zaledwie 10 procent. Swój fatalny stan zawdzięcza rabusiom, którzy wykorzystali jej licówkę jako materiał budowlany przy wznoszeniu La Paz. Pośrodku Półpodziemnej Swiątyni znajdował się wysoki na 8 metrów monolityczny posąg z czerwonego piaskowca. Dolną część ciała wyrzeźbionej postaci pokrywają rybie łuski, co przywodzi na myśl mezopotamskiego boga Oannesa, który przekazał ludziom swoją wiedzę. O istnieniu tego wielkiego monolitu dowiedziano się dopiero w roku 1934 dzięki wykopaliskom Bcnnetta. Posąg przewieziono następnie do La Paz i ustawiono na miejskim placu (Mason, 1968). Bennett odkopał również o wiele mniejszy, wysoki na 2,3 metra posąg brodatego mężczyzny o dużych, okrągłych oczach, prostym, wąskim nosie i owalnych ustach. Na jego czole wyrzeźbiono błyskawice, zaś wokół głowy trudne do rozpoznania zwierzęta. Ubrany jest w sięgającą do kostek tunikę, której skraj zdobią pumy. Po jego bokach wznoszą się węże, co rodzi skojarzenia z Quetzalcoatlcm z mitologii Tolteków. Konwencjonalna metoda określania wieku Tiahuanacu opiera się na datowaniu węglowym fragmentów ceramiki, małych figurek i szeregu innych zabytków. Oczywistym faktem ignorowanym przez ortodoksyjnych archeologów jest zwyczaj przejmowania przez późniejszych przybyszów (oszołomionych ogromem ruin i często przypisujących im nadprzyrodzone pochodzenie) wzornictwa z ceramiki lub odzieży poprzedników i uznawania go za własne. To oznacza, że łatwo popełnić dużą pomyłkę, traktując różne kultury jako jedną i manipulując wiekiem megalitycznych kamiennych ruin, tak by pasował do młodszych znalezisk. Nic zatem dziwnego, że wobec takich problemów nawet wśród uznanych archeologicznych autorytetów można spotkać się z opinią, że datowanie budowli oraz rzeźb w Tiahuanacu jest "niepewne" (Mason, 1968; Willey, 1971; i inni). Kamiennych ruin nie da się datować metodą węglową. Staje się to możliwe jedynie wtedy, gdy pomiędzy kamienie wznoszonej budowli trafia przypadkiem materiał organiczny, gdyż tylko on może być poddany badaniu tą metodą. Z faktu, że niektórzy "odszczepieńcy" nie odnoszą uzyskanych metodą węglową dat do kamiennych ruin, wcale nie wynika, że ignorują także inne rezultaty wieloletnich prac archeologicznych. Jednak ostrożność w podejściu do dat jest z pewnością wskazana, gdy natrafiamy na wizerunki wymarłych zwierząt z plejstocenu, o czym większość ekspertów nie wspomina ani słowem. Jak bowiem można było wyrzeźbić zwierzę, którego nigdy się nie widziało? Dodatkowo mamy jeszcze do dyspozycji pewne dane geologiczne i archeoastronomiczne, o czym archeolodzy w ogóle nie chcą słyszeć. Z punktu widzenia przydatności do datowania najważniejsza wydaje się Kalasasaya (Miejsce Pionowych Kamieni). Świątynia ta nie jest usytuowana zgodnie z głównymi kierunkami, lecz została lekko przesunięta na północny zachód. W jej południowo-zachodnim narożniku, naprzeciwko Bramy Słońca, znajduje się wielki posąg zwany "Idolem". Wiedząc, że wiele starożytnych kultur korzystało z wiedzy astronomicznej przy wytyczaniu najważniejszych świątyń, trudno przypuszczać, żeby takie odchylenie było dziełem przypadku. Ta sprawą zainteresował się badający ruiny profesor Arturo Posnansky (Hancock, 1995). Oś Ziemi jest nachylona pod pewnym kątem do płaszczyzny Układu Słonecznego, który nosi nazwę nachylenia ekliptyki. Dzisiaj wynosi on 23 stopnie i 17 minut, ale nie zawsze tak było. Nachylenie ziemskiej osi oscyluje pomiędzy 22 stopniami i 1 minutą, a 24 stopniami i 5 minutami. Jeden pełny cykl trwa około 41 000 lat. Posnansky poprosił kilku astronomów, aby sprawdzili jego teorię. Po analizach stwierdzili oni, że orientacja Swiątyni Kalasasaya odpowiada nachyleniu osi Ziemi o wartości 23 stopni 8 minut i 48 sekund (Posnansky, 1945). Takie nachylenie wystąpiło około 15000 lat p.n.e. Ta data tłumaczy obecność wśród rzeźb sylwetek zwierząt, które wyginęły przed 12000 lat. Z uwagi na to, że dzisiejsze Tiahuanacu wznosi się prawie 4 kilometry nad poziomem morza, niektórzy archeolodzy usiłują przekonywać, że zdolne przyjąć setki statków portowe nabrzeża zbudowano w jakimś innym celu. No i wreszcie, transport 400-tonowych głazów na wielkie odległości mógł być dokonany wyłącznie przez cywilizację (jak dotąd nieznaną), która dysponowała zaawansowanymi technologiami. Nie można wykluczyć, że jakiś ogólnoświatowy kataklizm wypiętrzył w pewnych miejscach góry niemal z dnia na dzień. To mogło sprawić, że morski port zawędrował wysoko w góry, zaś słone jezioro Titicaca, którego linia brzegowa rozciąga się dzisiaj w odległości 18 krn od portu, stanowi wolno wysychającą pozostałość oceanu. Czy ten sam proces geologiczny spowodował zagładę plejstoceńskich gatunków, zakończył epokę lodowcową, zdziesiątkował paleolityczną ludzkość i jakieś 12000 lat temu zatopił Atlantydę? |